23 października 2010, White Hart Lane
Everton, po pięknym golu Leightona Bainesa, zremisował na White Hart Lane ze stołecznym Tottenhamem. Podopieczni Davida Moyesa kontynuują passę meczów bez porażki, która w tej chwili wynosi 4 spotkania.
Przed wyjazdem do stolicy, menadżer The Toffees miał niemały ból głowy związany z kłopotami w linii pomocy, w której z powodu kontuzji nie mogli wystąpić między innymi Mikel Arteta, Leon Osman i Marouane Fellaini. Na szczęście do zdrowia wrócił Steven Pienaar i wybiegł w podstawowej jedenastce wraz z Dinijarem Bilaletdinowem, dla którego był to zaledwie drugi ligowy występ w wyjściowym składzie w tym sezonie. Na ławkę powrócił inny rekonwalescent - Louis Saha, obok którego zasiadł między innymi Shane Duffy, który również wrócił już do zdrowia po bardzo poważnej kontuzji.
Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy dużo lepiej i chętniej operowali piłką. Jednak to gospodarze jako pierwsi zagrozili bramce strzeżonej przez Tima Howarda. Na strzał z dystansu zdecydował się Luka Modrić, któremu zabrakło ledwie kilkunastu centymetrów do pokonania amerykańskiego bramkarza.
Kilka chwil później, a mianowicie w 17 minucie mieliśmy do czynienia z ozdobą pojedynku na White Hart Lane. Younnes Kaboul faulował Yakubu na 20 metrze, a piłkę z wolnego w samo okienko bramki Gomesa skierował Leighton Baines. Dla przebojowego obrońcy The Toffees było to pierwsze trafienie w tym sezonie, a ogólnie trzecie w koszulce EFC.
Koguty odpowiedziały niemal natychmiastowo, bo na tablicy wynik 0:1 utrzymywał się zaledwie przez 3 minuty. Błąd przy dośrodkowaniu Huttona popełnił Tim Howard, a z prezentu skorzystał Rafael Van der Vaart, który zdobył z pewnością jednego z 'najłatwiejszych' goli w swojej karierze. Holender uderzał bowiem z... metra.
Bardzo aktywny tamtego popołudnia był Luka Modrić, który próbował uderzeń z dystansu. Druga próba była równie bliska co pierwsza, jednak i tym razem Chorwata zatrzymał Howard.
Po gwizdku oznajmiającym rozpoczęcie drugiej połowy, do ataków ruszyli gospodarze, a podopieczni Davida Moyesa rozegrali dużo słabsze 45 minut niż w pierwszej części gry. Po przerwie na boisku działo się również zdecydowanie mniej niż w pierwszej połowie. Nic nie przyniosły zmiany, których dokonał David Moyes, a więc wejście na boisko Louisa Sahy - aktywnego w ataku, ale na dobrą sprawę bez choćby celnego strzału -, Jermaine'a Beckforda i Tony'ego Hibberta. Gospodarze również nie potrafili znaleźć recepty na obronę i bramkarza The Toffees i pojedynek zakończył się remisem.
Na pewno może cieszyć niezła postawa naszej drużyny oraz to, że po raz kolejny wywozimy z obcego terenu punkty. Teraz przed Evertonem teoretycznie łatwiejszy pojedynek, bowiem na Goodison Park przyjedzie Stoke City. Miejmy nadzieję, że The Toffees przedłużą swoją passę do 5 meczów, ale tym razem ugrają komplet punktów.

Gomes Hutton Bale Kaboul Gallas Assou-Ekotto Lennon (69') Van der Vaart Palacios (46') Modric Crouch
Rezerwowi: Cudicini Bassong Jenas Kranjcar Sandro (46') Pavlyuchenko (69') Keane
| 1:1
Statystyki:
Tottenham - vs - Everton 1 - Bramki - 1 4 - Strzały celne - 2 7 - Strzały niecelne - 4 3 - Zablokowane strzały - 1 4 - Rzuty rożne - 4 15 - Faule - 14 0 - Spalone - 2 3 - Żółte kartki - 1 0 - Czerwone kartki - 0 53% - Posiadanie piłki - 47%
|

Howard Neville Jagielka Distin Baines (84') Coleman (78') Heitinga Pienaar Bilaletdinow Cahill (62') Yakubu
Rezerwowi: Mucha (78') Hibbert Duffy Baxter Gueye (84') Beckford (62') Saha
|
Strzelcy: 20' Van der Vaart - 17' Baines Żółte kartki: Palacios, Van der Vaart, Sandro - Coleman Widzów: 35,967 Sędzia: Mike Jones |