23 stycznia 2010, Goodisn Park
Czar prysł, można by powiedzieć po tym, jak Everton od znakomitej gry przeciwko Arsenalowi czy Man City wrócił do mniej niż przeciętnej i odpadł z Birmingham w 4 rundzie FA Cup.
David Moyes wystawił identyczny skład, jaki zdeklasował The Citizens tydzień wcześniej, a po urazach na ławce znaleźli sie Leon Osman, oraz po niemal rocznej przerwie Mikel Arteta. Powrót Hiszpana to chyba jedyny pozytyw z tego spotkania. Nasz numer '10' pojawił się na ostatni kwadrans i jak na tak długi okres przerwy, zagrał bardzo dobrze.
Birmingham zagrało w typowy dla siebie sposób broniąc się całą ekipą na swojej połowie, a właściwie tylko 2 poważniejsze ofensywne akcje zakończyły się strzeleniem dwóch goli w pierwszej połowie.
Najpierw w 7 minucie po fatalnie wykonanym rzucie wolnym Leightona Bainesa, który właściwie oddał piłkę rywalom, ci przeprowadzili skuteczny kontratak. Z lukami w defensywie nie udało się powstrzymać Carlosa Beniteza, który spokojnie pokonał Tima Howarda.
Everton grał apatycznie i niemal nie stwarzał sobie okazji, a The Blues zaatakowali jeszcze raz w 40 minucie i po koronkowej akcji Barry'ego Fergusona z byłym graczem The Toffees Jamesem McFaddenem, pierwszy ze Szkotów podwyższył prowadzenie.
David Moyes zmienił w przerwie niewidocznego Dinijara Bilaletdinowa Leonem Osmanem, a ten po 11 minutach przebywania na murawie strzelił gola. Znakomitą indywidualną akcją na skrzydle popisał się Baines, który w stylu Sergio Ramosa z Realu Madryt ograł rywala, podał do Stevena Pienaara, a ten wyłożył piłkę Ossiemu. Joe Hart nie miał szans przy jego strzale w długi słupek.
Od tego momentu Everton zdecydowanie się ożywił, ale podobnie jak w ligowym meczu miesiąc temu z Birmingham, skuteczność była zatrważająca. Louis Saha najpierw z 10 metrów strzelił centymetry obok okienka, a potem z linii pola karnego trafił w słupek.
Wprowadzony za niego James Vaughan w ekwilibrystyczny sposób posłał piłkę również centymetry nad poprzeczką. Jeszcze mniej brakowało Marouane Fellainiemu, który z ostrego kąta pomylił się minimalnie.
Belg zmarnował natomiast najlepszą sytuację, gdy mając przed sobą jedynie bramkarza strzelił prosto w niego. W meczu, w który Birmingham zaatakowało groźniej 3-4 razy, a Everton w samej drugiej połowie mógł strzelić przynajmniej 5 bramek, wygrywają ci pierwsi eliminując ubiegłorocznego finalistę Pucharu Anglii.
The Toffees pozostaje więc jedynie walka w Europa League, gdzie jednak w kolejnej rundzie czeka nas dwumecz ze zdecydowanie silniejszym rywalem, Sportingiem Lizbona. To jednak dopiero w lutym, natomiast już w środę na Goodison Park zawita Sunderland.

Howard Neville Distin Heitinga Baines Donovan (76') Pienaar Fellaini Bilaletdinow (46') Cahill Saha(69')
Rezerwowi: Nash Coleman Duffy Osman (46') Arteta (76') Baxter Vaughan (69')
| 1:2
Statystyki:
Everton - vs - Birmingham 1 - Bramki - 2 2 - Strzały celne - 3 11 - Strzały niecelne - 3 3 - Zablokowane strzały - 1 3 - Rzuty rożne - 3 16 - Faule - 14 1 - Spalone - 3 2 - Żółte kartki - 0 0 - Czerwone kartki - 0 51% - Posiadanie piłki - 49%
|

Hart Carr Ridgewell Johnson Dann Bowyer Larsson Ferguson Fahey (79') Benitez (89') McFadden
Rezerwowi: Taylor Queudrue Vignal Madera (89') McSheffrey Johnson (79') Jervis
|
Strzelcy: 56' Osman - 7' Benitez, 40' Ferguson Żółte kartki: Cahill, Osman Widzów: 30,875 Sędzia: Howard Webb
|