|
Everton - Portsmouth 3:1 2 marca, Goodison Park
Było nieciekawie ale zakończyło się bardzo dobrze, tak można podsumować występ The Toffees w pojedynku z Portsmouth. Dwie bramki Yakubu i jedna Cahilla wystarczyły do odprawienia gości z Fratton Park.
Przed meczem okazało się, że Mikel Arteta jednak nie będzie mógł wystąpić, co dalej kolejny mecz absencji Hiszpana zmagającego się z urazem od kilku miesięcy. Zabrakło też Manuela Fernandesa, kontuzjowanego w meczu z City, przez co na ławce nie zasiadł żaden pomocnik. Mecz rozpoczął się dla Evertonu fantastycznie. Przed polem karnym dobrze zastawiał się Yakubu, aż został sfaulowany. Rzut wolny wykonał Steven Pienaar, wykonanie to pozostawiało sporo do życzenia, jednak piłka przedostała się pomiędzy obrońcami odbijając się jeszcze od Josepha Yobo i z bliskiej odległości szczupakiem Davida Jamesa pokonał Yakubu. Miało to miejsce po około 50 sekundach gry. Kilka minut później podobna sytuacja, przed polem karnym faulowany Yakubu. Tym razem odległość do bramki znacznie mniejsza, dlatego na strzał decyduje się Lee Carsley ale wysoko nad poprzeczką. Po objęciu tak szybko prowadzenia w grze Evertonu pojawiło sie trochę nonszalancji, znakomicie piłki z Yakubu czy Cahillem wymieniał Steven Pienaar, ale większego zagrożenia pod bramką Pompey nie udało się stworzyć. Śmielej zaczęli natomiast grać goście, którzy doprowadzili do wyrównania w 38 minucie. Na prawej stronie Pienaara łatwo ograł Glen Johnson, posłał ostrą piłkę w pole karne, tam być może minimalnie zmienił jej lot Jermain Defoe, jednak faktem jest, że Tim Howard do końca nie wiedział czego się spodziewać i tylko musnął piłkę, która wpadła jednak do bramki. The Toffees chieli odzyskać prowadzenie, ale gra nie układała się już tak dobrze. Jedyna poważniejsza sytuacja to strzał Leona Osmana ale niestety sporo niecelny. Drugą połowę spotkania lepiej rozpoczęło Portsmouth. Coraz więcej pracy miał Tim Howard bo i co raz to groźniej pod bramkę przedostawali się zawodnicy gości. Stuprocentowej sytuacji sobie jednak nie stworzyli. Everton miał spore problemy z kontruowaniem akcji, co zmieniło się po wprowadzeniu w 65 minucie za Tony'ego Hibberta Andy'ego Johnsona. Anglik już przy pierwszym kontakcie z piłką szybko popędził prawą stroną i odegrał piłkę na 11 metr pola karnego, gdzie przyjął ją Pienaar, ale strzału oddać już nie zdołał. Johnson strzelił też bramkę, ale odgrywający mu wcześniej futbolówkę Yakubu był na minimalnym spalonym. Wreszcie w 73 minucie kibice znów wybuchnęli radością. W polu karnym bardzo dobrze przyjął piłkę i zastawiał się Yakubu, który wycofał do Pienaara. Ten zacentrował a w szesnastce najlepiej odnalazł się Tim Cahill, który głową pokonał Jamesa. Do pierwsza bramka Australijczyka od 12 spotkań i pierwsza w 2008 roku. W 81 minucie przed własnym polem karnym piłkę rywalowi odebrał Carsley, podał do Johnsona, a ten posłał znakomite 50 metrowe podanie. Lotu piłki nie przeciął obrońca i przejął ją Yakubu. Nie nadbiegli jeszcze koledzy z drużyny, dlatego Nigeryjczyk nie miał za wielkiego wyboru, ściął do środka i z 6 metrów potężnie huknął koło słupka nie dając szans bramkarzowi. W tym momencie mecz był już prawie rozstrzygnięty, The Toffees grali spokojnie, a Portsmouth nie atakowało jakoś zacięcie. Blisko strzelenia drugiego gola był Defoe, ale przy dobrej asyście obrońców jego strzał nie był na tyle precyzyjny by lecieć w światło bramki. Tak więc Everton odnosi jak najbardziej zasłużone zwycięstwo, podopieczni Davida Moyesa stwarzali więcej sytuacji, lepiej prowadzili grę, a oddanie inicjatywy przeciwnikowi pod koniec pierwszej i na początku drugiej połowy można chyba zwalić na zbyt duże rozluźnienie po szybko objętym prowadzeniu. Skończyła się seria meczów ligowych bez straty gola, uzbierało się tego ponad 7 godzin, jednak cały czas pozostajemy niepokonani w 2008 roku i nadal zgłaszamy aspiracje do 4 miejsca w lidze. W walce o tę pozycję powoli ubywa nam rywali, pokonane dziś Portsmouth ma już 9 punktów straty, Manchester City tylko zremisował z Wigan i traci 8 punktów, tyle samo co Blackburn. Zremisowała z Arsenalem Aston Villa, więc do naszej rywalizacji z Kanonierami ma 5 punktów straty, natomiast cały czas po piętach depcze nam Liverpool mając 3 punkty mniej, ale i zaległe spotkanie oraz lepszy bilans bramek. Zanotowaliśmy dziś 16 zwycięstwo, więc więcej niż w całym poprzednim sezonie. Za tydzień czeka nas niełatwy wyjazd do Sunderlandu, natomiast już w czwartek pierwsza odsłona walki o ćwierćfinał Pucharu UEFA, we Florencji zmierzymy się z Fiorentiną. Everton: Howard, Hibbert (66' Johnson), Yobo, Jagielka, Lescott, Osman, Neville, Carsley, Pienaar (90' Baines), Cahill, Yakubu (83' Anichebe) Portsmouth: James, Johnson, Campbell, Distin, Hreidarsson, Muntari, Diop (78' Utaka), Diarra, Kranjcar, Defoe, Kanu Everton - Drużyna - Portsmouth 3 - Bramki - 1 4 - Strzały celne - 2 8 - Strzały niecelne - 5 2 - Zablokowane strzały - 2 10 - Rzuty rożne - 3 14 - Faule - 19 3 - Spalone - 0 1 - Żółte kartki - 1 0 - Czerwone kartki - 0 52% - Posiadanie piłki - 48% Strzelcy: 1' Yakubu, 73' Cahill, 81' Yakubu - 38' Defoe Żółte kartki: Pienaar - Distin Widzów: 33,938 Sędzia: Andre Marriner |