|
Portsmouth - Everton 0:0 1 grudnia, Fratton Park
O sporym szczęściu mogą mówić The Toffees, gdyż po bardzo przeciętnym, wręcz słabym meczu udało im się wywalczyć punkt w konfrontacji z Portsmouth na Fratton Park.
Nie był to z całą pewnością mecz cieszący oko, jakiego spodziewaliśmy biorąc pod uwagę, że Pompey i Everton mają mniej strzelonych bramek tylko od Arsenalu. Spotkanie zakończyło się jednak bez bramek, a przeciętność tego meczu podkreśla ilość celnych strzałów, 3-2 na korzyść gospodarzy. Lepiej spotkanie rozpoczęło Portsmouth, które właściwie prowadziło grę. Wyróżniał się szczególnie Niko Kranjcar, ale poważniejszego zagrożenia bramki Howarda nie udało mu się stworzyć. Napastnicy gospodarzy razili nieskutecznością, gdyż w przyzwoitych sytuacjach piłka zazwyczaj lądowała w 20 rzędzie na trybunie za bramką. Najlepszą okazję do zdobycia gola miało Pompey po rzucie wolnym z prawej strony boiska. Sulley Muntari wstrzelił piłkę w pole karne z około 35 metrów, gdzie nie przeciął jej żaden z zawodników i tylko w instynktowny sposób czubkiem buta Tim Howard zdołał zmienić lot piłki zmierzającej tuż przy słupku. Również z rzutu wolnego z podobnej odległości i również Muntari miał drugą okazję do pokonania Howarda. Amerykanin zdołał jednak sparować na poprzeczkę strzał zmierzający w okienko jego bramki. The Toffees tylko raz zagrozili bramce rywala, gdy strzału z 25 metrów próbował Neville, ale uderzył on lekko, po ziemi i wprost w dobrze ustawionego Jamesa. Wśród zawodników Evertonu można by wyróżnić Howarda, który fantastycznie interweniował po strzałch Muntariego i choć nie był często zatrudniany, to musiał radzić sobie ze sporą liczbą piłek na przedpolu. Solidnie grał też Joleon Lescott, natomiast zupełnie niewidoczny był Mikel Arteta. Po pierwszej połowie powinniśmy kończyć mecz w 10., gdyż na czerwoną kartkę 'zapracował' Steven Pienaar często w bezsensownych sytuacjach faulując rywali. Pienaar został zmieniony kilka minut po przerwie, wszedł za niego Andy Johnson. Na placu gry pojawił się też Victor Anichebe, zmieniając zupełnie niewidocznego Yakubu. W drugiej części spotkania nasza gra wyglądała już nieco lepiej. Częściej przy piłce znajdował się Arteta, jednak sytuacji na strzelenie bramki było niewiele więcej. Dwa razy nieskutecznie probował Anichebe, który najpierw z ostrego kąta posłał piłkę prawie na aut, a potem zmarnował jedną z lepszy okazji, gdy uderzył z woleja z 16 metrów, jednak zamiast w bramkę niemal trafił w stojącego z boku Tima Cahilla. W drugiej połowie również przeważali gospodarze, ale tak jak dotychczas, ich strzały wyglądały bardzo mizernie i w dużej odległości mijały bramkę Howarda. Najlepszą okazję miał jednak Kranjcar, który będąc na 8. metrze zmienił nieco kierunek toczącej się po murawie piłki, jednak w bardzo małej odległości minęła ona słupek bramki. Klarownych sytuacji jak na lekarstwo, mnóstwo niedokładności i strzałów na wiwat - tak można podsumować pojedynek na Fratton Park. Mimo wszystko na zdobycz punktową bardziej zasłużyło Portsmouth, choć mecz zakończył się podziałem punktów. Teraz czeka nas już w środę konfrontacja z Zenitem, w której wystarczy nam punkt do przypieczętowania awansu z grupy Pucharu UEFA. Portsmouth: James 6, Johnson 6, Campbell 7, Distin 7, Pamarot 7, Utaka 6(57' Kanu 7), Diop 7, Pedro Mendes 7, Muntari 7, Kranjcar 8, Mwaruwari 6 Everton: Howard 9, Neville 6, Yobo 8, Lescott 8, Nuno Valente 7, Arteta 7, Osman 7, Carsley 6, Cahill 6, Pienaar 5(53' Johnson 6), Yakubu 6(67' Anichebe 7) Portsmouth - Drużyna - Everton 0 - Bramki - 0 3 - Strzały celne - 2 15 - Strzały niecelne - 3 3 - Zablokowane strzały - 0 9 - Rzuty rożne - 0 13 - Faule - 15 1 - Spalone - 6 1 - Żółte kartki - 2 0 - Czerwone kartki - 0 57% - Posiadanie piłki - 43% Żółte kartki: Muntari - Pienaar, Cahill Widzów: 20,102 Sędzia: Peter Walton |